„Dam wam pasterzy według mojego serca. Będą się o was troszczyć dobrze i rozumnie” (Jr 3,15).
Ten werset był mottem przewodnim uczestnictwa w Szkole Serce Pasterza, która odbywała się podczas Redyku. Przed każdym wyjazdem szukamy Bożego prowadzenia i aktualnego tematu przewodniego, który ma nam towarzyszyć w tym czasie. Podczas naszych spotkań, jeszcze przed wyjazdem, Duch Święty umieścił w naszym sercu pragnienie, aby ten czas był ” drogą świętowania i miłości Pasterza do Owczarni”. Modliliśmy się o to, aby Bóg odnawiał miłość do Owczarni pośród nas-owiec.
Przygotowanie
„Prowadzi mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię” (Ps 23,3).
Do czasu wyjazdu spotkaliśmy się online cztery razy. Podczas spotkań uczyliśmy się wielu aspektów związanych z powołaniem pasterskim: Stary i Nowy Testament i obraz pasterza, Jezus jako Dobry Pasterz, a do tego mnóstwo praktycznych informacji niezbędnych, aby podczas przejścia 50 km iść świadomie i dobrze, jak pasterz, i „nie poganiać owiec”.
Pierwszy dzień: słońce i wspólnota
„Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach, prowadzi mnie nad wody spokojne” (Ps 23,2).
Pierwszego dnia nasza grupa – pasterskie stado miało przyjemny, słoneczny dzień. Łatwo jest być w klimacie owczarni, kiedy wszystko przychodzi łatwo, a okoliczności sprzyjają. Pomimo długiego dystansu, a był to jeden z dłuższych dni, z pewnością wszyscy dobrze wspominają wspólną drogę i jej metę. Był wysiłek i była nagroda. Każdego wieczoru mieliśmy niezwykły czas spotkań i uwielbienia. Byli z nami świetni muzycy, więc łatwo było zagłębić się w uwielbieniu. Jacek Śliwa, Mateo (Mateusz Otręba), Mark Mendley, Michał Ludwik, dziękujemy wam!
Drugi dzień: burza i próba
„Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą” (Iz 43,2).
Drugiego dnia było zupełnie inaczej. Stanęliśmy wobec wyzwań, które są metaforą wyzwań, przed którymi stoi dziś kościół. Niespodziewanie, już o 9.00, zaczął padać mroźny deszcz, spadła temperatura do prawie zera i pojawił się bardzo nieprzyjemny wiatr, który przeszywał do szpiku kości, polarów i kurtek. Część osób czuła się bardzo źle z powodu infekcji. Zaczęliśmy więc uczyć się w drodze prawdziwego bycia Jego Owczarnią.
Owczarnia, która się nie poddaje
„Jeden drugiego brzemiona noście” (Ga 6,2).
Pożyczaliśmy sobie nawzajem ubrania, pojawiały się pomysły na ogrzanie się i wzajemną troskę. Ktoś pożyczył komuś swoje czyste skarpetki, żeby posłużyły za rękawiczki. Ktoś wpadł na pomysł, żebyśmy szli bliżej siebie, aby korzystać z wzajemnego ciepła. Szukaliśmy osłoniętych miejsc i troszczyliśmy się o siebie nawzajem. Ktoś odebrał lekcję życia i dał się „podwieźć” drugiemu pasterzowi autem. Na żadnym Redyku, jak dotąd, nie mieliśmy takich warunków. Ale to było dobre. Zobaczyliśmy wyraźnie, że nie da się pokonywać trudnych, zewnętrznych okoliczności, będąc samotną owcą.
Doświadczyliśmy w ten sposób tego, czym jest Owczarnia, która musi przejść przez nieprzychylne warunki. Daliśmy radę.
Nasza bliskość po tym doświadczeniu wyraźnie wzrosła. Dlatego nasze pożegnanie odbyło się we wspólnym, mocnym uścisku i było bardzo treściwe. Im większa troska w trudnościach, tym większa była odczuwalna bliskość owiec w Owczarni, prawda?
Wspólnoty, kościoły, grupy w tych czasach muszą umieć nie tylko być razem, ale też przetrwać trudności w stylu Owczarni. Tego doświadczyliśmy i zapamiętamy to na zawsze.
Co zostaje: obraz Pasterza w nas
„Ja jestem dobrym pasterzem i znam moje owce” (J 10,14).
Wierzymy, że Pan Bóg przez cały ten czas działał w naszych sercach. Obraz Jezusa Pasterza zostanie w naszym myśleniu i pamięci na długo i pozwoli odpuścić niepotrzebne zmagania i walkę. Pasterz jest odpowiedzialny i nawet się martwi, ale mimo to idzie lekko, bez obciążenia.
foto: Ariel Wojciechowski Boże, prowadź!